Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
Dzień w którym zacząłęm żyć naprawdę. Ja i dwóch innych.
Część I
Życie samo w sobie jest uczciwe, są pewne zasady i jeżeli odpowiednio potrafisz je interpretować będziesz świadomy tego co się dookoła Ciebie dzieje. Na przykład możesz przeleżeć cały dzień nieruszając się z zaduszonego pokoju w którym rolety opuszczone prawie do podłogi przysłaniają słońce, jakby życie któremu nie pozwalasz wpaść do środka. Pewnie poeci lub jacyś bardziej sophisticated goście tłuką w tym stanie wiele wierszy pisząc o tym że się upijają ciepłą wódką sam na sam wypluwając nowe-stare prawdy życiowe o tym, że bez dupy jest źle i z dupą też jest źle, oczywiście ubierając to w bardziej zgrabne słowa. Pewnie i bym się zgodził z nimi, ale ja nie z tych typów, ten etap mam już za sobą. Mimo to w takich chwilach kiedy zdaje mi się, że uciekam od świata - wiem, że w tej chwili jakiś prawnik stojąc w nowej szytej na miarę marynarce, szczupły ale jakby z wyboru stoi koło żabki w której chwile temu kupił hot doga i wcina teraz go polanego sosem meksykańskim. Już przyzwyczaił się do tego, że Pani ekspedientka w żabce zwraca się do niego - panie mecenasie. Robiło to na nim wrażenie kilka lat temu, a właściwie to na dupach, które ze sobą do tej żabki zabierał by kupić fajki i gumki nim zabierał je na chatę. Wtedy dopiero robił licencjat i tytuł którym mianowano go w tym sklepie niesamowicie mu pochlebiał. A mówili tak na niego tam, bo mówili tak na wszystkich gości przychodzących do Żabki w koszulach. Rzeczywiście niektórzy z nich byli mecenasami, to dlatego, że obok tego sklepu był pięciopiętrowy blok z biurami adwokackimi, nieruchomości, doradztw podatkowych i kilka jakiś dziwnych, które co chwile zmieniały nazwę.
Nasz "pan mecenas" dogryzając hot doga do którego wlano mało szczodrze sosu myślał memlając coraz bardziej suchą bułę o tym, że Ci ludzie z tych dziwacznych firm to sprzedawcy garnków i pościeli. W windzie mijali się na codzień i można było zauważyć, że ich oczy często miały powiększone źrenice a ich asystentki miały nadprzeciętną urodę, chociaż taką wyuzdaną - prawie każda miała powiększane piersi, a jeżeli chodzi o usta to chyba były robione jako nagroda, taki pakiet startowy po pierwszym miesiącu pracy. Zawsze miał wrażenie że zarabiają więcej od ich biura i to nawet nie przez ich sportowe auta które pod wycieraczkami codziennie miały nowy mandat bo stawali na niedozwolonych, nie chodziło nawet o te markowe ciuchy i ich logo, którego nie sposób było nie zauważyć, ale o jakąś taką dziwną energię czuło się w obcowaniu nawet jadnąc z którymś z tych pracowników winą.
    Nasz mecenasik nigdy z żadnym z nich nie zamienił nawet słowa pozorując mentalną wyższość nad jakimś opierdalaczem garnków, ale czuł mimo to zazdrość bo w jego wyobrażeniach taka praca - choć może gałciła morale to i nonszalancko dawała kopniaka w gębę wszystkim lamusom którzy za kilkukrotnie mniejsze pieniądze kiśli w biurze na 4 piętrze codziennie od poniedziałku do piątku od 9 do 17.
    Świat miał swoje zasady, bo kiedy ja leżałem chroniąc się przed nim, mecenasik żuł hot doga, jeden w opierdalaczy garnków właśnie podrywał nową asystenkę w biurze, która ma męża i nic przeciwko flirtom, choć udaje niedostępną na następnej imprezie integracyjnej bzyknie się z nim na stole w pokoju meetingowym o czym on później opowie kolegom, o czym ja teraz napiszę. mecenasik doje w koncu te parówke, ja odsłonie rolety a handlowiec sprzeda jakiejś babci ganek za 2000. życie ma swoje
zasady.

Część II
Mnie, mecenaska jak i handlowca łączyło coś o czym nigdy nie mówili na głos. Każdy miał wrażenie, że życie da się przeżywać znacznie bardziej. Mogliśmy przecież ociekać jakimś stylem, tworzyć wokół siebie jakąś makroprzestrzeń w której magnetyzujemy osoby znajdujące się w naszym zasięgu. Mogliśmy młodo wzbogacić się i żyć jak królowie by chwile potem zwyczajnie wszystko stracić. Mogliśmy zasłynąć z czegoś, zyskać podziw - no przecież Churchill przed 20stką był popularnym pisarzem, wydał sporo książek a czy znasz go z tej strony?
Wszyscy byliśmy mizerni, nawet jeżeli lepsi od większości naszych rówieśników to nikomu na nasz widok nie robiło się cieplej. A mogliśmy wygrywać, osiągać stawiane sobie cele jeden za drugim idąc niezatrzymani. Ja mogłem pisać pisać pisać i potem poprawiać to co napisałem a przecież ile błędów językowych leży zdechłych gdzieś między wierszami. Mecenas mógł przecież nie kończyć szkoły prywatnej opłacnej przez rodziców tylko skończyć publiczną ze świetnymi wynikami. Mógł mieć szacunek w pracy, którą dostał nie przez znajomości rodziców ale dzięki swojej zaradności. Handlowiec może i dobrze zarabiał bo najwięcej z nas ale wciągał jak odkurzacz wszystko co było na mieście w każdy piątek sobotę i dwa dni robocze tydzien w tydzień.
Każdy z nas wiedział, że dobrze jest skupić się na tym co przemawia na naszą korzyść ale do cholery - życie nam uciekało a ani przez moment nie wyglądało jak z filmu. Każdy z nas tak samo myślał w tym temacie, choć nie znaliśmy się w ogóle, że czasem wątpliwości przyćmiewały możność życia "bardziej". Zanim słowo bardziej braliśmy pod lupę, zastanawialiśmy się czy to w ogóle możliwe żeby zacząc tak życ. No bo niby co miałbym inaczej robić? Zarabiać więcej kasy? Ile więcej? Widzę siebie jako bogatego człowieka i nie widzę siebie bardziej szczęśliwego. Chociaż chwila... serce szybciej zabija na myśl o pędzeniu przez wybrzeże Stanów Mustaniem z piękną blondynką po zapaleniu jointa. Każdy z nas miewał podobne wizję, choć nie to sprawiło że podjęliśmy decyzje o tym by zacząć żyć bardziej, a właściwie to na maxa.
To co sprawiło, że podjęliśmy tę decyzję to nasze znużenia o których nie warto żebym w ogóle wspominał. Brak w nich ciekawych wątków, raczej jest to coś mędzy lękiem życia codziennego a zwykła rezygnacją z siebie na rzecz płynięcia nurtem martwych ryb.
Ale od dziś, ja żyję, mecenasik i opierdalacz garnków też zaczyna. Kibicuj nam lub nie, dalsze nasze losy pozwolę sobie tutaj spisać
Kolejną noc nie mogłem zasnąć mając w głowie myśli, które nie dawały spać. Wiedząc o tym, że przecież nie przestanę myśleć o niczym, bo 'nic' dla umysłu to przecież nieprezycyjny komunikat, więc kieruję myśli na kolejne dywagacje na temat, czy w ogóle da się nie myśleć o niczym i czym jest ta nicość? W jakim kolorze mam ją sobie wyobrazić?
    Leżąc tak  w wynajmowanej kawalerce na osiedlu warszawskim o 00:10, zdałem sobie sprawę, że wszystkie kobiety, które przy mnie zasypiały, zawsze zasypiały jako pierwsze. Może nie licząc komedii romantycznych przy których padałem jakbym przebiegł maraton. Przeczytałem gdzieś, że przed snem należy nastawić się pozytywnie na kolejny dzień i postanowić. że wstanie się wypoczętym a wtedy tak właśnie będzie. Tak więc zrobiłem - powiedziałęm sobie w myślach - P O S T A N A W I A M, po czym zająłem się myśleniem w dalszej części o tym jak opisałbym jednym zdaniem osoby z najbliższego mi otoczenia. Jacek - człowiek, który ROZUMIE. Misia - kobieta, o potężnej sile, o której jeszcze nie ma pojęcia... Ale chwila? ponoć o czymś lekkim trzeba myśleć by zasnąć, ale jak tu lekko myśleć skoro tyle ważnych zagadek mózg podsyła mi do rozwiązania... I wtem, pomyślałem - A ja? Jakbym opisał siebie? Wszystkie moje kobiety zauważyły we mnie coś co nazywały całkiem różnie (często opisowo), ale w gruncie rzeczy chodziło o to samo. Daria mówiła "70% Twojego gadania to pierdoły, chociaż czasem ciekawe... i w sumie to polubiłam Cię za to! Monika zaś zwykła mawiać, że przeraża ją wnikliwość analizowania ludzi i to co się dookoła mnie dzieje. Julia mówiła o mnie "mały filozof". Mój przyjaciel powiedział kiedyś czytając moje wiersze, że widzę świat inaczej, niektóre z koleżanek kwitowały mnie,  że jestem DZIWNY w dziwny sposób.
    I może coś w tym jest, czerpię z tego skrytą, ogromną przyjemność kiedy pomogę w rozwiązaniu problemu komuś z moich bliskich, lub dalszych znajomych zyskując przydomek "duszek Kacper", albo "Ksiądz".  Zadałem ostatnio pytanie Darii - mojej dziewczynie, pytanie na które myślałem, że sama reakcja na nie będzie znaczyła więcej niż odpowiedź - W czym uważasz, że jestem dobry? Jej reakcją było milczenie (jakże wymowne...), a potem obrócenie tego w żart... - W czym jesteś dobry? W ZMYWANIU NACZYŃ! HAHA!  A na pewno lepszy w tym niż w gotowaniu!". No  i miała racje. Lubię zmywać, to mnie odpręża, ale jakby co to nie zapraszaj mnie na to do siebie (wbrew pozorom nie jara mnie zaschnięte jedzenie na talerzu, serio). I fakt, słabo gotuję, po prostu nie sprawia mi to przyjemności, a krojenie cebuli w kostki jest dla mnie trudne prawie jak pocałowanie się w łokieć. No może nie aż tak, ale zawsze te warstwy rozłażą mi się na wszystkie strony... Trudno!
    Dopiero tydzień później kiedy wracaliśmy do domu samochodem po odwiedzinach u znajomych, jak zwykle w ciszy, przy wyłączonym radiu, ona wgapiona jak zawsze w okno z miną niczym z  teledysku jakieś smutnej piosenki Kelly Clarkson lecącego na MTV jak byłem mały (tak mi się to kojarzy, doprawdy nie wiem czy istnieje taki clip) przerywając ciszę powiedziała - WIEM W CZYM JESTEŚ DOBRY!
-No w czym?
- Ty tak jakoś... Znasz się na ludziach!
    Tą moją umiejętność? cechę? a może talent? Nie wiem jak to nazwać, ale chciałbym zaznaczyć, że jest też i druga strona tego czegoś. Właśnie to, że w nocy nie śpię chociaż w sumie zbyt wiele na sumieniu nie mam. No może mam, ale to nie ja pierwszy zaczynałem! Przysięgam... Brak snu to nic w porównaniu z tym, że potrafię podważyć w myślach nawet najbardziej skamieniałą teorię, najprostsze prawdy jak 2 dodać 2 to 4, chociaż to nie spędza mi snu z powiek, a bardziej pytania, które sobie zadaje w stylu:
- A co jeżeli każdy mój związek dotychczasowy jak i ten bieżący to wybór kobiet,  w których zakochuje się bo widzę w nich tajemnicę, zagadkę do rozwiązania i wchodząc z nimi z głębszą relację okrywam w nich ciemne strony (takie jak i ja posiadam) chociaż w głębi duszy pragnę kobiety prostej, więc po odkryciu drugiego dna staram się je zmienić, po czym one odchodzą bo nie kocham ich, takimi jakie chciałbym żeby były, a historia ta się powtarza z ciała na ciało, z usychającej duszy na moją uschniętą już ciut od całkowitego uschnięcia duszę?
Jest tego więcej, ale nie na to pora, chciałem tylko tym pokazać, że wszystko to, kumulowane i nierozwiązane krąży po orbitach moich myśli i szuka ujścia - jakiejś czarnej dziury... A przecież na jej isnienie wystarczających dowodów nie ma! Mimo to swoje ujście znalazłem i dzięki temu powstał ten tekst, jak i wcześniej powstało już kilka. Teraz juz pewnie zagości na dobre, więc zapraszam Cię do mojej "czarnej dziury"! No dobra, może nie brzmi to najlepiej. Niech będzie zatem, że zapraszam Cię do lektury!

I
    Studia to czas, który definiuje się inaczej zanim się na nie pójdzie, inaczej jak się na nich jest i znów inaczej jak się je już skońćzy. Najczęściej przed pierwszym zamachem na wiarę w dobry wybór kierunku (również jako życiowego) a nawet jeszcze przed zapukaniem po raz pierwszy do drzwi Uniwersytetu czujemy (my czuliśmy), że od teraz wszystko zmieni się na lepsze. W końcu będziemy uczyć się tego co chcemy, ale, ale! Co najważniejsze to ta W O L N O Ś Ć, która przecież przyćmi nawet najwięszy trud życia na własną rękę - nawet jeżeli dawno znajdzie się ona w nocniku. Tym trudem, przed którym Nas ostrzegano miało być samodzielne pranie sobie gaci, gotowanie i zaliczanie egzaminów. Nikt nie mówił o tym, że nie tak dużym problemem będzie zastanawianie się na jaki tryb odpalić pralkę, a raczej myślenie i pytanie się średnio kilka razy w tygodniu -" co ja tu kur** robię?!" Mówi się, że problemy człowiek tworzy sobie sam w swojej głowie. Ale czy to aż takie złe?
    Przecież uczelnie mieliły i mielą coraz większe stada studentów niezastanawiających się nad niczym, przygotowanych do tego by chłonąć dogmaty równie szybko co zestawy Too for You po zajęciach. Wykładowcy o tym wiedzieli i Ci, którzy próbowali z tym walczyć głośno krzyczęli - "Wasze prace to wywarzanie otwartych drzwi!" I nie chodziło tu o dokonywanie rzeczy niemożliwych...
    Nie dostałem wiec na studiach tego czego potrzebowałem. A czego potrzebowałem? Tego sam nie wiedziałem. Szybko zdałem sobie sprawę z tego, że tak naprawdę w pierwszej kolejności dowiaduję się zawsze o tym czego nie chcę robić, by potem w miarę doświadczania dowiadywać się o tym co rzeczywiście chcę i czego potrzebuję. Co bym nie powiedział o studiach złego, to dały mi cenną lekcję - pokazały mi, że nie potrzebuję zasiedzania się całymi dniami na zajęciach w trosce o dyplom. Zajęło mi 3 lata by przy odbiorze tego papieru stwierdzić - teraz już wiem, że to nie było to! Tym samym zaoszczędziłem sobie kolejnych dwóch lat na magisterce, dzięki temu, że sam sobie tworzyłem problemy i siałem wątpliwości.
    Przeprowadziłem się do Poznania chyba w 2013 roku. Mam słabą pamięć do dat, raczej był to ten rok, chociaż mógł to być też 2012. Bardziej istotnym faktem jest to, że liczyłem na to miasto. Liczyłem na znane z opowieści domówki na których ładne studentki siedzące w kuchni oparte tyłkami o blat kuchenny, parapet, kuchenke, piekarnik na gaz palą papierosy z któych tli się waniliowy zapach gęstego dymu wydobywającego się za okno starej kamienicy gdzieś w centrum miasta. Razem w dymem ulatują dźwięki housowych kawałków i przeplata się urwany kanon rozmów. Dokładnie tak to widziałem i myślałem o tym kąpiąc się na ulicy Klonowej na dębcu w wannie małej jak miska w której nosisz mokre pranie. Czekałem tylko aż zadzwoni telefon i ktoś mnie na taką imprezę zaprosi. Czasem czekałem tak długo, że woda w wannie robiła się zimna albo zgięte nogi zaczęły mi cierpnąć. Czasem było mi też zimno w odkryte kolana, które wtedy zwykle polewałem ciepłą wodą.
    Jednak pewnego dnia poczas wieczornej kąpieli zadzwoniła koleżanka z roku by namówić mnie na wspólne wyjście z nią i z jej koleżankami na miasto a później do jednej z jej koleżanek do domu na noc by opierać się o kuchenne przedmioty wypuszczając dym z ust.
    - wiesz co? za daleko mam do centrum, poza tym mogłaś dzwonić wcześniej... Ale może następnym razem!
Mówią, że fantazja przestaje nią być w momencie kiedy się spełni. Mi zawsze wystarczyła świadomość, że mogę coś lub kogoś mieć. Być może przez to wiele przeżyć umykało mi. Przeżyć, które potrzebne są w tym wieku, by później nie zatęsknić za tym co się nigdy nie wydarzyło a w sumie to mogło.
    Miałem jeszcze kilka innych przypadłości, które dawały się we znaki. Zawsze kiedy dążyłem do jakiegoś celu, gdy zostawało mi tylko "kilka kroków" do pokonania zaczynałem miewać paniczny strach przed brakiem sprawczości i władzy nad dojściem do niego. Czując słodki smak sukcesu i wyobrażając sobie to co się stanie kiedy dopnę swego zaczynałem troszczyć się o to czy może jutro nie wpadnę pod samochód albo może czy będę miał wypadek lub któś z moich bliskich umrze. Wieczorami rozpisywałem na kartkach kolejne kroki które będę stawiał nazajutrz cały czas myśląc że - do cholery, o czymś na pewno zapomniałem! Po wszystkim kładłem się do łóżka przeplatając marzenia z wątpliwościami. Myślałem o chorobach psychicznych i o tym czy mogłoby mi "odbić" - a może już mi trochę "odbiło"?. Większość moich znajomych ma za sobą wiele wizyt u psychiatrów, wiele przetrawionych tabletek psychotropowych. Każdy z nich wzbraniał się przed piciem alkoholu po tych tabletkach ze względu na zalecenia lekarza. Każdy z nich po jakimś czasie upijał się raz a potem już wracali do regularnego picia. Organizm przyzwyczajał się do tabletek, z czasem stawały się coraz słabsze w działaniu. Pomagały, jak to zwykli mawiać "ustawiały". Jednak coś się w nich zmieniało po czasie, to nie byli już Ci sami ludzie. Ci ludzie po poradę chodzili ze strachem, wstydem i poczuciem wyobcowania. Psychiatrzy spychali im kamień z serc mówiąć - takich jak Ty, studentów, przychodzi kilku dziennie. To nie jest nic czego powinien Pan się wstydzić".
    Chciałem to wszystko wytrzymać i zastanawiałem się jak wiele zależy ode mnie czy nie oszaleję. Z pomocą przychodzą wszelkiej maści na ból dupy kołczowie. Jeden z najbardziej cenionych w gronie tych maści powiada - jeżeli nie chce Ci się wstać z łóżka, bo jesteś niewyspany, smutny, jest Ci źle - pomyśl, że jesteś wyspany, wesoły i jest Ci dobrze! Dziękuję Panie Kołczu, mój świat się odmienił dzięki Pana dobrym radom! Teraz kiedy budzę się niewyspany, natychmiast myślę, że jestem wyspany więc wyłączam budzik i budzę się dwie godziny później - działa!
    Starając się oddzielać prawdę od ściemy walczę z kolejną przypadłością, której nie potrafię nazwać. Gdzieś dawno dawno w dzieciństwie wbili mi do głowy, że to co powie człowiek dorosły jest święte i niepodważalne. Nie mogłem nigdy kwestionować zdania rodziców a w szkole nauczycieli kazano mi traktować jak wyrocznie. Jakiś wielki filozof którego imienia nie pamiętam a chętnie bym, napisał kiedyś, że człowiek z natury się wstydzi i czuję się gorszy, dlatego, że rodzi się w świecie gigantów. Rodzi się wśród ludzi, którym by spojrzeć w oczy musi odchylić głowę jak klapkę od starego Siemensa z antenką. Stąd najtrudniej było mi zrozumieć już nawet będąc człowiekiem dorosłym, że starsi ludzie mogą się mylić. Mogą nawet pieprzyć bzdury totalne. A długo jeszcze potrwa zanim zrozumiem, że ten świat stworzyli ludzie wcale nie mądrzejsi ode mnie. Zdaje sobie sprawę, że zrozumienie tego będzie dla mnie olbrzymim krokiem ku zbudowania własnego ja i pewności siebie. W tej chwili jestem na etapie dziwienia się patrząc na decyzję życiowe ludzi, których kiedyś zwykłem podziwiać.
    Rozumiem do czego zmuszała Nas jedna z polonistek w liceum, kiedy powiedziałem na lekcji, że jestem fanem Niemena. Zapamiętała to na kilka tygodni, wcześniej nie komentując mojej wypowiedzi na ten temat. Jednak gdy na którejś z lekcji mówiąc coś o muzyce, wskazała na mnie i zaznaczyła - ... tak jak Patryk, można lubić muzykę Czesława Niemena, chociaż można też stwierdzić, że zasłynął jedną piosenką i tym swoim krzylkiwym głosem, którego fenomenu nie rozumiem! Prawda Patryku?" Trochę się skrzywiłem ale pokiwałem głową, chociaż wcale się z tym nie zgadzałem. Ona też nie zgadzała się z tą zaczepką, którą skierowała w moją stronę. Dziś wiem, że to był test. Test na pokazanie JAJ i umiejętność obrony własnego zdania. Test który oblałem.
    A pisałem już o mojej ostaniej z przypadłości? Jak się może domyślasz - jestem - hmm jakby to nazwać? Roszczepany? Zapominalski? Bujający w obłokach? Niemyślący o przyziemnych sprawach?  Kolejność nazw moich przypadłości nie podałem przypadkowi, już w 1 klasie podstawówki Pani Ela - wychowawczyni nazwała mnie klasowym roszczepańcem. Potrafiłem zapomnieć naprawdę o wszystkim co było moje - wychodziłem ze szkoły bez plecaka i w domu nagle ocykałem się, że go zostawiłem...  Kiedys z przedszkola wyszedłem bez butów w samych skarpetkach. Na studiach nie pamiętałem nazw przedmiotów na które chodziłem. Niezgaszałem świateł, zostawiałem podłączony do kontaktu toster, klapy nie opuszczałem, niewyjmowałem gotówki przy wypłacaniu pieniędzy z bankomatu, zostawiałem telefony, gubiłem portfele, dokumenty, niezamykałem auta wychodząc z niego, prawie potrąciłem moją dziewczynę, która jeszcze nie wysiadła z auta a ja już odjeżdżałem. Miałem przez to masę problemów i mam do dziś. Cierpię na tym nie tylko ja, ale też moje najbliższe osoby. Dziadkowie zwykli mawiać - "Ty na wojnie byś zginął!" I nigdy to powiedzenie mnie nigdy nie przestraszyło, bo choć powtarzali to bardzo często, nie potrafiłem wyobrazić sobie wojny bo nigdy jej nie przeżyłem, a tak w ogóle to co do cholery wspólnego ma wojna z sfermentowaniem się kanapki z serem trzymanej w tornistrze przez całe wakacje bo zapomniałem jej wyjąć?!
    Wiele razy próbowałem analizować to dlaczego tak się dzieje. Wiem, że od zawsze miałem z tym problem, jak dorosłem to robiłem z siebie podświadomie takiego nieudacznika, by reszta mogła mi to wybaczyć twierdząc, że taki po prostu już jestem. Kiedy zrozumiałem, że nie tędy droga próbowałem z tym walczyć, nie wiedząc do końca jak to zrobić. Problem chyba tkwi w tym, że zdarza mi się nie myśleć o rzeczach, które w danej chwili robie polegając na tym, że mam je znawykowane i że przecież zawsze zamknę drzwi na klucz nawet jak robiąc to w danej chwili będę myślał o czymś innym. Pocieszam się tym, że w ważnych sytacjach nie zawodzę. Martwię się tym, że problem nie znika z czasem nawet się robi większy i bardziej kłopotliwy. Całe szczęście, że potrafię się śmiać sam z siebie i często te sytuacje puszczam w niepamięć. A może w tym tkwi mój problem?

TYLE O MNIE, TERAZ JEST 2018 rok
Łukasz zmęczony tyrającym go losem - chłopina ma problemy ze zdrowiem, słabo idzie mu w robocie jednej, więc w drugiej musi odrabiać wożąc ludzi po mieście Uberem. Zarobek pewny, w Poznaniu raczej mało napadów wkurwionych taxówkarzy na uberowców więc jest też w miarę bezpiecznie. Nie to co z Warszawie - starcie się tam na równiej linii  - ukraiński uberowiec, który w Polszy jest już 3 dzień kontra stary warszawski cierp, który na jego widok pokazuje dwa środkowe palce, nawet jeżeli w tym momencie wiezie pasażerów. Zwykle kończy się tylko na palcach i wrogich spojrzeniach, które przykrywają drżące od kofeiny powieki.
    Wracając do styranego losem Łukasza - na Uberze zdarzały mu się nieraz historie, których pewnie cierp doświadcza rzadziej - Uber jest bardziej dziki, ze względu na swoją wątpliwą prawnie naturę - między innymi dlatego tak lubimy tę aplikację. Łukasz dostał zlecenie na stary rynek, zabrał stąd młodą brunetkę na czarnych, wysokich szpilkach, która lekko wcięta weszła do Toyoty Avensis 2008 combi przyozdobionej na zderzaku naklejką hip hopowego zespołu "Problem". Wraz z nią do auta wpadł zapach słodkich perfum zmieszanych z dymem papierosów.  A kiedy zaczęła mówić do tej symfonii zapachów dołączył jeszcze zapach alkoholu i mięty. Niesamowite połączenie, które pozwoliło mu poczuć zapach jej ciała kiedy mówiąc do niego zza jego karku pytała o coś, ale on po tym blancie co spalił 10 minut wcześniej nie usłyszałał, więc zapytał czy może powtórzyć więc ona powtórzyła chwytając go za nogę i przesuwając dłoń coraz wyżej on nadał nie wiedział jakie było pytanie więc ona po raz trzeci - pójdziesz ze mną na melanż kotek? Zaskoczony odpowiedział jej coś a że był to konieć trasy, on zatrzymał się i kiedy ona wysiadła pomyślał, że pójdzie z nią i że to może być bardzo miła przerwa między kursami wtem jej chlopak wziął ją za rękę i zabrał. Dałbyś wiarę?
    Takie rzeczy zdarzały się raz na około dwa tysiące kursów, chociaż między nimi wydarzały się też historie warte zapisania. Ja zostawię to dla innych, którzy piszą sobie teksty do laptopa rzuconego na podłogę, nadepniętego nad ranem stopą. Znałem dwie takie co ponoć piszą swoją książkę, pewnie i znam więcej ale te akurat mi o tym powiedziały. Ponoć znajduję się w jakimś epizodzie  jednej z nich i zastanawiam się co ona tam o mnie napisała. Nie była zbyt urodziwa, to była taka piątka, na zdjęciach wyglądała lepiej. Mówiła, że czytanie Bukowskiego powoduje u niej niepohamowaną chuć. Tak się składało, że miałem wtedy wszystkie dostępne jego powieści na biurku więc brała je i czytała,
chociaż chwilę
krótką
jak czasem
jego wiersze.
Oświadczyła mi w końcu, że ona tak nie może i szuka czegoś tak na poważnie. Przyjąłem jej oświadczyny wyrażając pochwałę i życząc jej powodzenia. Po miesiącu zadzwoniła bo chciała wpaść poczytać, przyjmując moje oświadczyny na temat mej nieobecności. Pół roku później jakiś facet się jej oświadczył. Ode mnie masz swój epizod, mam nadzieję, że mój ma się równie dobrze.
4572 8889 500

Potrzebuje kobiety

Która zapyta mnie przy myciu zębów

Dlaczego nie wyciskam tubki od końca

 

Potrzebuje kobiety

Która będzie pić równo ze mną

Bo wie że tak wypada

 

Potrzebuję kobiety

Która widzi w ludziach więcej dobrego

Niż ja widzę w nich

 

Potrzebuję kobiety

Która wypije ze mną tyle kawy

Ile wypiłem już sam myśląc o niej

 

Potrzebuję kobiety

Która czuje się przy mnie piękna

Żebym z czystym sumieniem mógł być brzydki

 

Potrzebuje kobiety

Która wkurza się razem ze mną podczas jazdy

Na pajaców którzy nie potrafią jeździć

 

Potrzebuję kobiety

Która akceptuje

Że czasem chcę być sam

_______________________________________________

6696 7a2a 500
7485 23e6 500
Kupiłem sobie coś ze sklepu "Wszystko za jednego funta"

Kupiłem szczoteczkę do zębów która wibruje
Serio, ona tylko wibruje
Drży
I nic więcej
Włókienka na niej nie obracają się ani nie przemieszczają
One tylko
Drżą 
Umyłem nią zęby jak zwykłą szczoteczką 
Kompletnie bez sensu...

Kupiłem też słuchawki
Działały przez kilka sekund
Aż kopnął mnie prąd kiedy podłączyłem je do telefonu
I przestały działać
Też bez sensu...

Z ludźmi czasem jest tak samo

Ta szczoteczka mogłaby być wibratorem gdyby nie była szczoteczką
A te słuchawki mogłyby działać gdyby nie były zepsute 

A ja mógłbym z łaski swojej przestać się dziwić
Wydałem dwa funty
Miałbym za to dwa piwa
Bez sensu

_______________________________________________


Piękne jak nigdy
Piękne jak nigdy rozmowy na plaży
W godzinach w których piasek jest przyjemnie chłodny

Nigdy nie przypomnę sobie o czym rozmawialiśmy
Ale to nie ma żadnego znaczenia
Bo nie było w nas kłamstwa

To takie uczucie jakbyś znalazł coś
Na co zawsze czekałeś
I zidiociał na tyle
Żeby myśleć
Że to się nie skończy

Wolność jak nigdy
Wolność jak nigdy bo świat był nasz
W tych dniach w których pół dnia spędzaliśmy w łóżku
Kochając się
Śmiejąc się
Paląc się
Paląc

Nie wiem dlaczego nie napisałem wtedy nic
Siedziałem na balkonie na którym przyjemnie wiało
Oparty o barierkę zaciągałem się powietrzem
Po pełne płuca
Jakbym przez to miał przeżyć więcej
Uchwycić więcej
Oszukać trochę czas

I nie napisałem nic
A szkoda, chętnie bym to teraz przeczytał

A piszę o tym dopiero
Bo te emocje
Mogę je nazwać
Mogę je ubrać i patrzeć na nie
Jak na Ciebie wtedy

Zakochany 

By myśleć, że nigdy już nie staniesz
Przede mną
Bo nie stanie przede mną
Nikt  w taki sposób
Jak Ty
Wtedy
W tych 
Spodenkach
Których koloru nie pamiętam
Już

________________________________________________







2388 c67d 500
A o śmierci to już nikt nie wspomina.
Zauważyłeś, że żyjemy tylko wizjami przyszłości?
Od tej najbliższej, że zaraz dokończymy piwo i wrócimy do domu
Do projektowania całego życia, tego co miałoby wydarzyć się nawet za kilka lat.
Jesteśmy pewni siebie i czujemy się niepokonani - to aż bezczelność z naszej strony, że myślimy o  oszukaniu jej

A niczego nie możemy być pewni, prócz tego że umrzemy.

Na miejscu śmierci czułbym się lekceważony, bo odgrywa w życiu ważną rolę

Przechodząc puszczam jej oczko, póki mam co puszczać

_______________________________________________





Znalazłem nalewkę w przezroczystej butelce. Jest cholernie mocna, więc nalałem pełną szklankę. Na samą myśl o niej rumienią mi się policzki pod jej kolor

Mówisz mi, że teraz to tylko o seks chodzi. Nie zgadzam się z tym - chodzi jeszcze o jakiś dobry alkohol przed nim i papierosy po nim.

To i tak dla mnie bardzo dużo, bo muszę spowodować, że nawet jeżeli odejdziesz to będę wiedział, że nie mam prawa być zazdrosny o Twojego kolejnego.

Co do ciepła, dam Ci je
Co do miłości, dam Ci ją

Ale pamiętaj, to kończy się jak moja nalewka, po której zostaje mi oblizać usta

_______________________________________________





Jestem zdobywcą. 
I chociaż nie zdobywam gór 
To po wbiciu flagi na szczycie
Zwyczajnie z niego schodzę.

_______________________________________________
- Ty jesteś takim miłym i dobrym chłopcem, ideałem chłopaka. A problem tkwi w tym ,że my, fajne dziewczyny wolimy brutali, którzy będą nami pomiatać. To nas podnieca, nie potrafimy się od nich uwolnić. Kręcą mnie tacy tajemniczy łysi mężczyźni, którzy ubierają się na czarno,  achh! 

Jej oczy uniosły się do góry, po czym spojrzały w lewą stronę i zaczęły marzyć.

- Też potrafię być niegrzeczny, stwarzam tylko pozory, powiedziałem.
Poza tym jestem po prostu dobrze wychowany. Kiedyś może i byłem miłym chłopcem, teraz wiem, że to się po prostu nie opłaca.

- Tacy jak Ty są na wyginięciu, to smutne. Lubimy takich chłopaczków wykorzystywać, bo latają za nami jak pieski. W końcu zostawiamy ich dla brutali a oni stają się wtedy zimni i nie potrafią już kochać.

- No właśnie o tym mówię, taki teraz jestem - ZIMNY I OBOJĘTNY!

- Haha, wiesz co, jakoś tego w ogóle nie widać u Ciebie. Wiem, że zasługujesz na kogoś dobrego.

- Za to my faceci, lubimy damy, to znaczy kobiety, które mają prawdziwą wartość. Są wyjątkowe bo nie każdy może je mieć. Dopiero wtedy można traktować taką dobrze.

Wtedy wstała z ławki, założyła ręce na piesi a jej oczy zaczęły błądzić między petami rzuconymi na przetarty asfalt

- Ja nie jestem damą, nigdy nie będę.
I wiesz co, idę już, zaczyna padać deszcz.

Odprowadziłem ją do skrzyżowania

_______________________________________________


3284 8a7e 500

_______________________________________________
- To w sumie nie mój interes, ale interesuje mnie fakt czemu o 2 w nocy jeszcze nie śpisz?
- Pije do komputera
- To prawie jak do lustra...
- Do lustra pewnie bym zbyt dużo nie wypił, boję się nawet samej wizji tego
- Dlaczego?
- Bo to jest przerażające, że mając 7 miliardów ludzi na świecie, ja staję do picia akurat ze swoim największym wrogiem

_______________________________________________

Daję z siebie ile potrafię
Żyję chwilą, więc nie wiń mnie za to
Że nie potrafię przyrzekać 
Nie obiecuję i nie deklaruję

Nie użyję słów -
Nigdy
Zawsze
Na pewno

Bo to pułapki
A Ty możesz znaczyć zbyt wiele
Bym miał na Ciebie je zasadzać

Badasz moje litery dokładniej
Odkąd zastanawiasz się czy strzelam nimi do Ciebie

Nie potrafię planować
Nie umiem się określać
Nie wiem jak dopasować

Ale kiedy Cię mam
Jestem profesjonalistą
Jestem mistrzem w swoim fachu

Wąska specjalizacja
Lecz
Niebezpieczny w każdej innej dziedzinie

Nie mam na to wpływu
Chyba nawet mogę Cię za to przeprosić

_______________________________________________






2214 957a 500

_______________________________________________
Reposted bygerwaaaazy gerwaaaazy
Straciłbyś wszystkie, gdyby wiedziały
Potem znalazłbyś nowe
Czytasz Bukowskiego
"Facet potrzebuje wielu kobiet tylko wtedy, kiedy żadna z nich nie jest nic warta. Można utracić tożsamość, pieprząc się na prawo i lewo."
Stary gnojku, skąd wiedziałeś?
Robiłem to zbyt długo

Jestem jak papieros
Daje Ci ulgę w pragnieniu
Na chwilę 
Na moment
Przyśpieszam bicie Twojego serca
Tani, zbyt tani. Więc mogą sobie pozwolić na mnie
Mam jakby wypisane
Bo krzyczę i mówię o tym
Że zabijam
Że szkodzę
Płynę w Twoich żyłach
Potem ulatuję jak dym

A robię wokół siebie taki PR
Jakbyś paliła kubańskie cygaro

Ale ale czytam dalej tego starego gnojka
"Czy są dobrzy i źli faceci? Tacy, którzy zawsze kłamią, i tacy, którzy nie kłamią nigdy? Czy są dobre rządy i złe rządy? Nie, są tylko złe rządy i rządy jeszcze gorsze"

_______________________________________________






Obudziłem się minutę przed alarmem (7:59)
Odczytałem wiadomość

Pomyślałem o ścianach
I że za nimi nie ma nikogo

Nie myślałem o ścianach
Za którymi nie ma nikogo
Od tak dawna


Witaj samotność

_______________________________________________





- Przestań już tak gadać, zachowujesz się jak ostatnia cipka. Sam widzisz przecież, że ona Tobą manipuluje.
Przecież my wszystkie robimy w ten sam sposób. Kiedy mi o niej mówisz, mam wrażenie jakbym słyszała siebie, bo robię dokładnie to samo z mężczyznami. Pewnie w tej chwili po prostu nie ma na jej horyzoncie nikogo lepszego, lub po prostu ona chcę Cię zdobyć, żeby potem zostawić tak jak zrobiła to każda Twoja była.

- Ale ja nie potrafię, źle mi z myślą, że przeze mnie teraz ona płacze...

- Przecież mówię Ci kurwa, że to jest gra. Tak naprawdę my w takich momentach w ogóle nie płaczemy. Siedzi przed kompem z taką samą miną w tej chwili co Ty. Apropo tej miny, lepiej ją zmień bo już mi się niedobrze robi.
I pamiętaj, to wszystko to zagrywki, przecież ona mogłaby dać Ci czas, nic nie stoi na przeszkodzie.
Ale teraz ogarnij i połóż się spać, na pewno masz jutro mnóstwo do roboty, a jak nie to obejrzyj jakiegoś dobrego pornola, weź prysznic i dopiero wtedy połóż się spać.
Chociaż znając Ciebie, położysz się teraz na materacu, będziesz myślał o niej słuchając The Weeknd i zastanawiał się co mógłbyś zrobić, potem napiszesz o tym wiersz i skoczysz do monopola, w końcu zaśniesz z flaszką w ręku, tak jak zwykle.


No i miała racje.

_______________________________________________

Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl